Domowe Narodowe Czytanie – odcinek 53

Za nami pierwszy tydzień listopada. W  „roku zarazy”  nie odwiedziliśmy cmentarzy w dzień Wszystkich Świętych.
W Dzień Zaduszny, 2 listopada, również  pozostaliśmy w domach, ale byliśmy w duchowej jedności z tymi, których – dawno, niedawno – pożegnaliśmy.

W listopadzie nasze myśli będą, częściej niż zwykle, błądzić po alejkach nekropolii. W roku kalendarzowym jest to bowiem specjalny czas przeznaczony na wspominanie tych, którzy odeszli. Na listopadowe wypominki
w Domowym Narodowym Czytaniu  zaprasza Magda Kosowska.

Ewa Hadrian – redaktor DNC

 

Listopadowe wypominki

Dziś, w dobie wszechobecnego plastiku, kolorowych lampionów i fantazyjnych sztucznych kwiatów, gdy zmiana klimatu sprawiła, że jest ciepło i słonecznie, niewiele przypomina Święto Zmarłych z czasów mojego dzieciństwa. Może tylko tłumy na cmentarzu pozostały… choć też nie do końca, bo dzisiejszy tłum  jest inny, kolorowy, znacznie bardziej ożywiony. I w ten dzień, jak w żaden inny, ogarnia mnie tęsknota za światem, który przeminął.

W latach osiemdziesiątych minionego wieku przełom października i listopada był już początkiem zimy. Wyprawa na groby ostatecznie rozpoczynała sezon noszenia zimowych, porządnie ocieplonych butów; zwyczaj skutecznie wprowadzony przez samą naturę, zaniedbanie go groziło solidnym przemarznięciem. Bo też i była to prawdziwa wyprawa, często na piechotę – komunikacja miejska nie radziła sobie ze świątecznym obciążeniem, a tylko nieliczni szczęśliwcy dysponowali samochodem. Całe rodziny, objuczone wiązankami, doniczkami, zniczami,  wędrowały na cmentarze. Wiązanki nie przypominały lekkich florystycznych dekoracji z plastiku; układane z ciętych kwiatów na świeżych świerkowych gałęziach, fantastycznie pachniały, ale były duże, nieporęczne i piekielnie ciężkie. Znicze, szklane i ceramiczne, też były ciężkie i wrażliwe na stłuczenie. Zapalone, kopciły niemiłosiernie: dym unoszący się nad cmentarzami był widoczny z daleka. Później nadchodził czas spaceru, niespiesznej wędrówki, spotkań z rodziną i znajomymi.

A same cmentarze…

Późnym popołudniem, w zapadającym zmierzchu, przyprószone pierwszym śniegiem, rozmigotane tańczącymi na wietrze płomieniami zniczy, osnute dymem, pachnące świerkowymi gałęziami i kopciem, w oczach dziecka były miejscem magicznym. Wśród snujących się ciemnych postaci, w szmerze cichych modlitw, granica pomiędzy światami żywych i zmarłych była bardzo cienka. Ciepły blask ognia ożywiał kamienne postacie, poruszał rzeźbione szaty płaczek, dodawał eterycznej smukłości krzyżom i kolumnom. Zadumana nad grobem staruszka wydawała się mniej należeć do świata żywych niż wznoszący nad nią błogosławiącą rękę stuletni anioł. W powietrzu drżały cienie dźwięków liry zastygłego w kamieniu, sędziwego lirnika. Piękna płaczka o twarzy przesłoniętej cudownie delikatnym, choć kamiennym woalem zerkała na przechodzących obok, widmowych w gęstniejącym mroku ludzi.

W ten dzień, w ten wieczór, nie było opuszczonych, zapomnianych grobów. Zawsze znalazła się anonimowa ręka, żeby położyć na spękanej płycie samotną chryzantemę, zieloną świerkową gałązkę, zapalić najtańszy, kopcący w glinianej miseczce znicz.

Dziś stare, omszałe, zapadnięte groby znikają, ustępując miejsca schludnym, wypolerowanym granitowym nagrobkom. Efektowne, „jak z żurnala”, dekoracje, tak lekkie, że wiatr zdmuchuje je z płyt, nie pachną już świerkowymi igłami i żywicą. Plastikowe, kolorowe lampiony nie migoczą i nie kopcą, palą się równo jak elektryczne lampki. Tłum, kolorowy, hałaśliwy, pośpiesznie przepycha się wąskimi alejkami; jeśli ktoś pochyla się w skupieniu, to nie nad grobem, ale nad ekranem smartfona.

W tym roku nie poszłam w Święto Zmarłych na cmentarz. Nie zobaczyłam, jak w zapadającym zmierzchu świat duchów budzi się i przenika świat żywych. Nie tylko dlatego, że panuje epidemia. Coraz mniej w ten dzień magii „Dziadów”, zastąpionej przez jarmarczną, plastikową tandetę.

W tym roku sięgnę po książki o lubelskich – i nie tylko – nekropoliach. I może na ich kartkach odnajdę magię Święta Zmarłych z moich wspomnień.

Irena Kowalczyk, Lubelskie nekropolie, Kami Biuro Usług Pilotarskich i Przewodnickich, Lublin 2019, s. 271 [1], fot.;

Jerzy Mleczek, Karolina Mleczek, Cmentarze przy ul. Lipowej w Lublinie, Lublin 2013,
s. 47, [1], il.;

Marek Borucki, Polskie nekropolie narodowe, Sport i Turystyka – Muza, Warszawa  2011,
s. 294, [2] s., il. kolor.;

Andrzej Trzciński, Świadkiem jest ta stela. Stary Cmentarz Żydowski w Lublinie, Wydawnictwo Uniwersytetu Marie Curie-Skłodowskiej, Lublin 2017, s. 861 stron, [35] stron tablic, ilustracje (w tym kolorowe);

 

 

Magdalena Kossowska
(Dział Udostępniania  Zbiorów)